Paradoksalnie jednak w takiej sytuacji większym atutem na ryku pracy, może być znajomość języków, które jeszcze niedawno uchodziły za egzotyczne. Dlaczego więc mowa Szekspira wciąż jest bezkonkurencyjna w kontaktach międzynarodowych i czy tak pozostanie w najbliższej przyszłości?
Angielski jest językiem urzędowym największej liczby krajów na świecie. Jest najczęściej wybierany do nauki, w nim jest publikowana większość tekstów obcojęzycznych. Ekspansja gospodarcza i kulturowa USA uczyniły język angielski globalnym środkiem komunikowania się. W Polsce po przemianach ustrojowych 1989 roku mogliśmy tę tendencję zrozumieć i odczuć na własnej skórze. Zniesienie barier politycznych i gospodarczych upowszechniło język, którym włada większość biznesmenów, polityków i gwiazd. Ponadto posługują się nim najwybitniejsi przedstawiciele branży technologicznej - programiści, inżynierowie, naukowcy. W mowie codziennej Polaków nie wiedzieć kiedy pojawiły się takie słowa jak diler, mass media, public relations, menedżer. Dziś nikomu nie trzeba tłumaczyć, co oznaczają. Otwarcie granic sprzyjało wzrostowi liczby turystów odwiedzających nasz kraj. Tu również znajomość angielskiego okazywała się niezbędna. Dostęp najpierw do telewizji satelitarnej, z czasem także do internetu pozwolił na obcowanie z popkulturą, której naturalnym językiem jest angielski. Konsekwencją tych procesów był pęd do nauki tego języka, choćby po to, żeby rozumieć teksty piosenek. Dla przedsiębiorców znajomość angielskiego to być albo nie być, wszak to język biznesu. Artystom i ludziom kultury umożliwiał odniesienie sukcesu za granicą. Naukowcy zaś mieli możliwość śledzenia najnowszych odkryć w swoich dziedzinach. Dość słabo na tym tle wypadają wciąż polscy politycy, choć i oni wiedzą, że bez tej umiejętności trudno uchodzić za skutecznego na arenie międzynarodowej. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej i otwarciu zachodnich rynków pracy tendencja do uczenia się angielskiego jeszcze wzrosła. Wciąż jak grzyby po deszczu powstają nowe kursy tego języka, część z nich jest dofinansowywana ze środków unijnych. Jednocześnie coraz więcej osób zaczyna się zastanawiać nad nauką dodatkowego języka, aby zwiększyć swoje szanse na rynku pracy. Posługiwanie się językiem angielskim powoli staje się standardem, dlatego opłacalne staje się inwestowanie w naukę kolejnych języków. Warto prześledzić, dlaczego niektóre są uważane za bardziej perspektywiczne.
Rekonkwista lingwistyczna
Jednym z najbardziej rozpowszechnionych języków nieanglojęzycznych jest hiszpański. Jego znaczenie w świecie wzrasta z roku na rok. Dziś jest praktycznie drugim językiem używanym w USA. W południowych stanach istnieją już dwujęzyczne tablice i szyldy, a Latynosi stanowią liczną i wpływową mniejszość (od pewnego czasu w każdej kampanii prezydenckiej przewijają się tematy związane z tą grupą etniczną). Są tam obszary, w których można wręcz swobodnie funkcjonować, nie znając angielskiego. Językiem hiszpańskim posługuje się również niemal cała Ameryka Środkowa i Południowa. Na całym świecie to liczba około 500 milionów ludzi, co stawia tenże język na czwartym miejscu (po chińskim, angielskim i hinduskim) pod względem powszechności. Jest językiem urzędowym 21 państw. Znając jego podstawy, można porozumieć się swobodnie z mieszkańcami trzech kontynentów, gdyż różnice w jego narodowych odmianach nie są znaczące. Uchodzi za łatwy do nauczenia się przez Polaków, z racji podobnego akcentowania wyrazów i wymowy. Uważa się też, że nauce hiszpańskiego sprzyja znajomość angielskiego, być może dlatego, że oba mają swoje początki w łacinie. Od połowy XX wieku wzrasta znaczenie kultury latynoskiej – począwszy od literatury najwyższej próby (Marquez, Cortazar, Vargas Llosa, Borges), poprzez film (Bunuel, Saura, Almodovar), a skończywszy na popkulturze. Jego popularności sprzyjało również otwarcie się krajów latynoskich na turystów. Wzrost znaczenia politycznego i gospodarczego państw iberoamerykańskich może sprawić, że już niedługo każdy szanujący się przedsiębiorca będzie zobowiązany znać hiszpański. Na razie wciąż pozostaje nieco w cieniu. Jego znajomość w Polsce to ciągle rodzaj snobizmu lub efekt pasji odkrywania tej części świata. Tymczasem już jest to drugi studiowany język obcy na świecie, co powinno dawać do myślenia.
Języki wschodzącego i upadłego mocarstwa
Biorąc pod uwagę ogólnoświatowe tendencje i położenie Polski, dobrą inwestycją może się okazać nauka języka rosyjskiego. W naszym kraju to wciąż najlepiej znany język obcy, ale chyba też najmniej lubiany, z przyczyn historyczno-politycznych. Jednakże młodsze pokolenie nieznające tego kontekstu zachwyca się pięknem i melodyjnością języka Tołstoja, Czechowa i Dostojewskiego. Ponadto dla wielu przedsiębiorców pragnących inwestować na rynkach wschodnich (niekoniecznie w samej Rosji) jego znajomość jest nieodzowna, tym bardziej że nie wydaje się trudny do nauczenia. Należy pamiętać, że Rosja to wciąż istotny teren ekspansji dla światowych koncernów, jak również drobniejszego biznesu. Ponadto rosyjski jest popularny na świecie – mówi nim około 300 milionów ludzi. Umiejętność posługiwania się nim wciąż otwiera wiele drzwi i ułatwia kontakty.
Rosnąca potęga gospodarcza Chin sprawia, że coraz więcej Polaków myśli o nauce języka Mandarynów. Powstają kolejne instytuty konfucjańskie kształcące przyszłych fachowców, głównie inżynierów, których Chinom potrzeba najbardziej. Podobno język chiński nie jest aż tak trudny, jak się wydaje – co innego pismo. Jednakże skupiając się właśnie na nim, należy mieć dobrze przemyślaną ścieżkę kariery. Wielu menedżerów chińskiego pochodzenia mówi doskonale po angielsku i znając ich macierzysty język, można liczyć najwyżej na miłe zaskoczenie, niekoniecznie przekładające się na konkretne zyski. Warto jednak podjąć takie ryzyko, wszak świat należy ponoć do odważnych.
Osoby znające kilka języków często podkreślają, że nie warto uczyć się na siłę, żeby tylko uchodzić za poliglotę. Istotniejsza wydaje się być pasja - autentyczna fascynacja kulturą danego kraju, czego naturalną konsekwencją jest znajomość jego języka. Nie ma nic gorszego niż kojarzenie takiej nauki z przykrym obowiązkiem, co widać na przykładzie lekcji rosyjskiego w PRL. Rozważając kwestię opłacalności uczenia się jednych, a pomijania innych, nie można zapominać, że historia uczy nas, że nie ma języków nieprzydatnych. Sytuacja na świecie jest wciąż na tyle dynamiczna, że nie sposób przewidzieć przyszłości.
